Dlaczego nie pisać bloga w 2017?

Tak, to pierwszy tekst na moim blogu. Rozważam w nim to, dlaczego nie pisać bloga w 2017 roku. Dobrze widzisz. Ale to nie jest takie proste jak się wydaje. 

Słuchałem ostatnio audiobooka „Innowatorzy” Waltera Issacssona. Opisał on tam m.in. historię narodzin aplikacji Blogger, która wprowadzi blogi pod strzechy. Jej twórca – Evan Williams – stwierdził, że w 1999 roku nastąpił wysyp blogów. Swój otwieram w 2017, a więc jestem chyba dość awangardowy albo opóźniony w rozwoju.

W 1999 roku miałem 11 lat. Żeby ta historia brzmiała ciekawie powinienem powiedzieć, że nie w głowie było mi wtedy blogowanie. Jednak nie do końca. W 1999 roku miałem już internet, a więc teoretycznie blogować mogłem, ale nie było to osławione stałe łącze tylko taki modem, który blokował linię telefoniczną (młodszy Czytelniku, to nie jest żart!).

Tak to było...

W wieku 11 lat nie dane mi więc było blogować, ale już dwa lata później owszem. W 2001 roku założyłem swoją pierwszą stronę internetową, którą można by nazwać blogiem, choć ja wtedy nazywałem ją nawet wortalem. Znajdowała się po adresem cmfc.prv.pl. Były wtedy takie niesamowite domeny, które można było mieć za darmo, bo te .pl czy .com były droższe niż dziś i nie przychodziło dzieciakom do głowy, by je rejestrować. Do niedawna myślałem, że ta moja pierwsza strona była poświęcona Championship Managerowi, ale jak teraz na nią patrzę to był to de facto mój blog o Championship Managerze, piłce i… życiu. Prowadziłem go pod uroczym pseudonimem Wymiatacz. Niestety nie umiem wyjaśnić skąd on się właściwie wziął.

Tak wyglądał mój pierwszy blog, 15 lat temu 🙂

Pisałem tam teksty o piłce, ale jak widać także o moim życiu prywatnym. Co ciekawe powrót do szkoły oznaczał też powrót do codziennych aktualizacji bloga. Jak widać na bloga nie było czasu w wakacje, a był podczas roku szkolnego.

CMFC rozwijało się dość prężnie i po jakimś czasie (stronę zamknąłem chyba w 2006 roku) stało się serwisem redagowanym przez kilkanaście osób, poświęconym piłce nożnej i Championship Managerowi oraz Football Managerowi. Nasza oglądalność była dość duża jak na tamte czasy, bo sięgała 3000 unikalnych użytkowników dziennie. Tak to się wtedy podawało. Chyba sprzedawaliśmy nawet jakieś reklamy. Najważniejszą jednak nauką z prowadzenie CMFC, które potem przekształciło się w FCMC.pl było to, że sam serwis to był tylko pretekst. Pretekst do współpracy, do zawierania znajomości, budowania środowiska. Dzięki temu udało się nam (najstarsze osoby zaangażowane w stronę miały wtedy kilkanaście lat, ja sam 17) zorganizować I Mistrzostwa Polski w Football Managerze, które sponsorował CD Projekt (tak, tak to ci od „Wiedźmina”), a współorganizowaliśmy je na Poznań Game Arena. To było wydarzenie.

Buduj CV już od 10 roku życia?

Prowadzenie CMFC zaowocowało jeszcze jedną rzeczą – mając 16 lat zostałem tłumaczem i redaktorem oficjalnej strony Football Managera w Polsce. Także w CV moja pierwsza praca to CD Projekt. Nawet kodowałem coś w HTML na tej stronie. W ogóle w tamtym czasie poznałem trochę HTMLa i potem wiele razy mi się to przydało. Zarobiłem więc pierwsze pieniądze nie robiąc nic dla pieniędzy.

W międzyczasie miałem też bloga z prawdziwego zdarzenia. Dziś nazwałbym go blogiem lifestyle’owym, bo był to typowy pamiętnik z życia. Wtedy prawie każdy w szkole takiego bloga miał. Nomen omen jedna dziewczyna musiała nawet odejść z mojej szkoły przez bloga. Pisała go niby w tajemnicy przed wszystkimi, ale ktoś go odkrył i okazało się, że hejtuje tam prawie wszystkich uczniów i nauczycieli. Jak pomyślę o tym z dzisiejszej perspektywy to aż mnie mrozi, to było kilkanaście lat temu, wtedy to była taka ciekawostka, a dziś tego typu historie to chleb powszedni – a to uczeń coś chlapnie na Instagramie, rodzic czy nauczyciel na Facebooku i jest afera. A to wszystko już było. Wymyśliliśmy przyszłość, to w końcu najlepszy sposób aby ją przewidzieć.

Tak się zastanawiam, po jakiego założyłem tego bloga? 😀 Myślę, że dla zabawy :D.

Zresztą po co się żyję? Dla ZABAWY!

Lay na razie fatalny, ale poprawię w weekend, gdy programiki graficzne będę miał, choć kolorki będą podobne – mieszanka czerni i różu :D. Sexsiasto :d

A tak poza tym to nuda, nawet ostatnio do niczego prawie chęci nie mam… Ale mam nadzieję, że weekend będzie wyczesany :).

Pa

 

Tak brzmiała moja pierwsza notka na typowym blogu. Był to 9 października 2003 roku. Tak więc ci, którzy pytali mnie przez ostatni rok kiedy wreszcie założę bloga – odpowiadam: zrobiłem to już kilka razy, w 2001 roku, a potem w 2003. Co ciekawe potem jeszcze raz, w 2006 roku.

Wtedy ten mój blog nazywał się MłodaRP.net. Był to dodatkowo blog prowadzony w duecie (z moim gimnazjalnym kolegą Adrianem Twarowskim), a potem stał się platformą blogową, w której gościliśmy wiele znanych osób.

MS: Czy początki były trudne?

MŻ: Nie, były łatwe. (śmiech)

MS: Zepsułeś pytanie. (śmiech)

AT: Po prostu założyliśmy stronę. W drugim tygodniu działalności – po opublikowaniu kilku pierwszych felietonów czy artykułów naszego autorstwa – stwierdziliśmy, że zrobimy z kimś wywiad. No to z kim?

MŻ: Z Muńkiem Staszczykiem naturalnie. Napisaliśmy maila do Muńka, mail można znaleźć na oficjalnej stronie T. Love, a po kilku godzinach Muniek odpisał, że chętnie udzieli nam wywiadu.

AT: Byliśmy mocno zaskoczeni, miło oczywiście. Umówiliśmy się w jednej z warszawskich knajp następnego dnia i zrobiliśmy wywiad – rzekę trwający około trzech godzin. Nomen omen ta rozmowa była cytowana później choćby w „Dzienniku”.

MŻ: Jak więc widać początki nie były specjalnie trudne[1].

Tam pisałem o szerokim spectrum spraw – od polityki, przez gospodarkę aż po kulturę. To już była prawdziwa lekcja, bo od małego serwisu prowadzonego przez dwóch gości przeszliśmy całkiem szybko do zarejestrowanego stowarzyszenia, organizacji pożytku publicznego, współpracę z administracją, poważnymi organizacjami i prawdziwą lekcję życia.

Byliśmy wtedy chyba najmniejszym i na pewno najmłodszym serwisem, który miał stałe akredytacje w Sejmie. Jak to załatwiliśmy? Normalnie. Najpierw zgłoszenie do Biblioteki Narodowej, która nadała nam numer ISSN, taki unikalny nadawany gazetom, ale też serwisom internetowym. Dzięki temu zrobiliśmy sobie legitymacje prasowe, a następnie akredytacje sejmowe i otworzyliśmy sobie wiele innych dróg, bo byliśmy już nie tylko jakimiś tam blogerami, ale też dziennikarzami. Poznawaliśmy ludzi, rozwijaliśmy się. Bez pieniędzy.

Nie wiem, kiedy pierwszy raz pomyślałem o sobie jako o marce. Było to chyba dość dawno, ale wcale nie mam na tym polu jakichś kosmicznych osiągnięć. Po prostu robię swoje. W 2006 roku założyłem wraz ze znajomymi Stowarzyszenie MłodaRP, którego celem był aktywizacja młodych ludzi na polu kultury, polityki i spraw społecznych. Robiliśmy serwis publicystyczny, a potem wiele akcji społecznych. Wśród nich najgłośniejszymi były kampania „Teraz Hłasko” oraz debaty kandydatów na prezydenta RP oraz prezydenta Warszawy. Było tego naprawdę dużo, a ja byłem studentem.

Dziś rozumiem, że tego nie ogarniałem. Dziś rozegrałbym wiele spraw zupełnie inaczej i pewnie nawet coś na tej działalności zyskał czy zarobił. Ale wtedy robiłem, co mogłem. I tak ukształtowałem sobie pewną markę — wśród znajomych, dziennikarzy (według jednego kolegi każdy nasz medialny sukces był zasługą magicznej listy maili do dziennikarzy, ale ten sukces raczej zawdzięczaliśmy treści maili i działań, a nie samej liście), działaczy społecznych i miłośników kultury (parę razy zdarzyło mi się nawet być pomylonym z Markiem Hłaską, nieżyjącym od ponad 40 lat). Moja marka nie była więc chyba aż taka silna. W każdym razie, wyrobiłem sobie kilka nawyków, które były skuteczne i dawały efekty w postaci zainteresowania mediów i ludzi naszymi działaniami:

 

  • Wszystko utożsamiałem ze sobą, brałem odpowiedzialność.
  • Promowałem akcję i siebie jednocześnie.

(…)

I każdemu można wtedy zarzucić wiele, ale ten, kto bierze odpowiedzialność, zasługuje na szacunek. Ma prawdziwą markę osobistą, a nie mrzonkę z porad kiepskiego coacha. I o to właśnie chodzi. Weź odpowiedzialność, uzyskaj świadomość i będzie Ci lepiej. Nie znajdziesz może zawsze lepszej pracy, ale tu chodzi o długi dystans, pamiętaj o tym. To nie sprint. Podróż jest nagrodą.

Powyższy fragment pochodzi z mojej książki „Ty w social mediach”. Jeśli Cię zainteresował to kliknij w button, mam dla Ciebie specjalną zniżkę na książkę.

Najlepsze rzeczy dzieją się przy okazji

Na kanwie kolejnego bloga stworzyłem więc prężnie działającą organizację, dzięki której poznałem moją żoną (zgłosiła się do wolontariatu przy organizowanych przez nas, pod patronatem ministra kultury, obchodach 40. rocznicy śmierci Marka Hłaski), poprowadziłem transmitowane przez ogólnopolskie media debaty z kandydatami na prezydenta Polski i prezydenta Warszawy, koordynowałem wspomniane obchody rocznicy śmierci jednego z ważniejszych polskich pisarzy XX wieku, współorganizowałem obchody 20-lecia przemian 1989 roku, a także 35-lecia Komitetu Obrony Robotników. Poznałem mnóstwo ludzi, dziesiątki razy wystąpiłem w mediach i nauczyłem się znacznie więcej niż na studiach, na które oczywiście uczęszczałem, ale służyły mi one raczej jako dobry fundament, dobra baza, a nadbudowę ogarniałem już sam.

Ostatnio pojawia się sporo głosów, które mówią, że blogów mamy przesyt. Szczególnie zza Oceanu słychać, że blogowanie to było fajne dziesięć lat temu, a teraz to nie. Zgadzam się, oczywiście przekornie. Faktycznie dziesięć albo 15 lat temu blogowanie jako blogowanie było czymś, co robiło robotę. To mógł być gamechanger. Ale to był krótkotrwały gamechanger. Koniec końców nie chodzi bowiem o bloga, vloga, podcast czy cokolwiek innego. To są tylko (i aż) formy przekazu. Wiem, wiem, medium staje się przekazem, ale identyfikujemy się z blogerami, vlogerami czy influencerami. I to jest kluczowe. Ludzie. Po obu stronach – bo zarówno twórcy są ludźmi, jak i odbiorcy treści. Co ciekawe, tych odbiorców wcale nie musi być masa. Chodzi o jakość relacji. O relacje, a nie o transakcje. Jeśli ktoś myśli bowiem o tym, by blogować dla kasy, bo pan X zarabia na tym tyle i tyle złotych to odradzam. Znów, na krótką metę to może być korzystne, ale w życiu mamy jednak jedną twarz, na którą trzeba patrzeć. Szczególnie w przypadku osób, które budują swoją markę osobistą i tworzą treści pod swoją gębę jest to istotne. Kiedyś Konrad Kruczkowski, prowadzący blog Halo, Ziemia mówił o tym, że dziennikarz zawsze może zmienić gazetę, bo jest z nią identyfikowany, a bloger ma gazetę, która nazywa się tak jak on. Raz straci zaufanie to już go nie odzyska.

To, co fajne często zaczyna się niepostrzeżenie. Firmy w garażu, rewolucje skokiem przez płot, a u mnie jak widać sporo w zaciszu domowym, przy klawiaturze. Od blogowania. Zaczynam więc po raz enty i znów myślę, że to blogowanie nie będzie celem samym w sobie. Czego życzę i Wam, drodzy Czytelnicy.

10 nauczek dla Ciebie

1. Możesz poznać żonę i matkę twoich dzieci

Ja tak na przykład mam. Żonę poznałem dzięki projektowi poświęconemu Markowi Hłasce. Prowadziłem go, a narodził się on dzięki MłodejRP, której działalność rozpoczęła się od bloga.

2. Zarabiasz nie na tym, na czym chcesz zarabiać

Wielu blogerów mówi, iż nie powinno się skupiać na tym, aby zarabiać na samym blogu. Pełna zgoda. Zarabiać możesz na produktach, konsultacjach, szkoleniach i wielu innych rzeczach. Blog powinien być czymś innym. On ma Ciebie promować, ale nie jako przy okazji. Po pierwsze ma dawać wartościową treść czytelnikom. To podstawa. Pieniądze przyjdą same.

3. Nie hejtuj

Pisz pozytywnie. Nie hejtuj, aby nie być hejtowanym. A nawet jak będziesz to pamiętaj, by nie stosować zasady oko za oko. To Stary Testament, nieaktualny.

4. Nie ma czegoś takiego jak w tajemnicy przed wszystkimi

Nawet jak piszesz coś tylko na swojego małego bloga to tak naprawdę piszesz to dla całego świata. Nigdy nie wiadomo kto może wejść na Twój blog i co zrobić z tym, co tam napisałeś. W dobie social mediów nie ma czegoś takiego, jak pisanie tylko dal siebie albo nawet dla małego grona odbiorców. Każda Twoja aktywność musi być taka, jakbyś robił ją dla całego świata.

5. Warto łapać się różnych rzeczy, bo to potem zostaje w głowie

Dziś świat jest różnorodny. Dla naszych rodziców zmiana zawodu to było coś nie do pomyślenia. W naszym pokoleniu człowiek zmienia pracę, a często nawet zawód, dużo częściej niż dawniej. Warto więc, szczególnie w czasie gdy nie mamy na głowie rodziny i kredytu, łapać się różnych rzeczy i uczyć się. Nie ma co skupiać się na szukaniu tej jednej jedynej pracy i pasji. Lepiej trochę popracować tutaj, trochę tam, zdobyć dużo doświadczeń, często bezpłatnie, a potem po latach pijąc kawę albo drinka stwierdzić: wow, teraz udało mi się to, bo 20 lat temu zrobiłem tamto. Bezcenne.

6. Nie myśl, działaj

Proste i logiczne. Nie ma sensu zastanawiać się nad tym, czy robisz coś wystarczająco dobrze, profesjonalnie, czy ktoś inny coś tam o Tobie pomyśli. Lepiej działać. Nawet jak masz zrobić coś gorzej niż perfekcyjnie to zrób to, a potem będziesz myślał.

7. Korzystaj ze szczęścia początkującego

Warto próbować nowych rzeczy, bo wtedy coraz częściej stajesz się początkującym, a takim sprzyja szczęście. Często to, co robimy po raz pierwszy wychodzi nam lepiej i daje większą satysfakcję. Początkujący nie wygrywa dlatego, że los tak chce. Wygrywa dlatego, że nie wie, jakie trudności mogą go spotkać. Ty też musisz tak myśleć. Nie rozmyślaj o tym, co może się nie udać, co będziesz musiał zrobić. Bądź spontaniczny, po prostu działaj.

8. Bądź gotowy na krytykę

Robiąc cokolwiek w sieci musisz przygotować się na to, że będziesz krytykowany. Nastaw się na najbardziej absurdalną krytykę, jaką możesz sobie wyobrazić. Wtedy łatwiej będzie Ci znosić to, co napiszą użytkownicy.

9. Nie bój się współpracować z ludźmi z sieci

Jasne, czasem zdarzy się ktoś dziwny, czasem nawet oszust. Ale czy w tzw. realnym świecie takich ludzi nie ma? Śmiem wątpić. W ludziach z sieci nie ma nic innego niż w osobach, które poznajemy poza siecią. Nie ma co by do nich uprzedzonym.

10. Nie przewiduj przyszłości, twórz ją

Nie ma sensu rozmyślać o przeszłości i przyszłości (podobno). Warto skupiać się na teraźniejszości. Udawało mi się to przez kilka ładnych lat. Nie przejmowałem się i robiłem swoje. Świetny czas i znakomite uczucie. Tak na przykład robiliśmy w ramach MłodejRP vlog o filmach – wideorecenzje filmów. Robiliśmy to 10 lat temu i wtedy było to nowatorskie. Ba, wtedy wyprzedzało to rynek i pewnie dlatego porzuciliśmy ten pomysł. Ale z drugiej strony zebrałem kolejną porcję doświadczeń, która przydała się i przydaje po dziś dzień. Właśnie o to chodzi we wszystkim co robimy – o doświadczenia. Czym więcej ich zbieramy tym lepiej. i tym łatwiej potem być elastycznym, radzić sobie w różnych sytuacjach, dostosowywać się do zmiennych warunków rynkowych i zarabiać pieniądze, o co wielu osobom chodzi i co jest niezbędne do życia.

 

[1] Fragment pochodzi z wywiadu ze mną (MŻ – przyp. red.) i Adrianem Twarowskim (AT – przyp. red.), zrealizowanego w 2008 roku, przez Monikę Łopuszyńską i Macieja Smogorzewskiego (MS – przyp. red.), opublikowanego na łamach MłodaRP.net, obecnie niestety niedostępnego online.

Napisz do mnie

Masz pytania? Chcesz się czymś podzielić? Pisz śmiało!

Not readable? Change text.

Wpisz czego szukasz i naciśnij enter